Sytuacja jest trudna, ale jeszcze nie beznadziejna. To jednak szybko może się zmienić, oceniają ekonomiści wskazując możliwe scenariusze. Według symulacji zamieszczonej w unijnym “Monitorze stabilności zadłużenia” zadłużenie sektora finansów publicznych w Polsce w roku 2035 może wynieść aż 107% PKB. Na koniec 2025 roku dług publiczny sięgnął 59% PKB. Według szacunków Ministerstwa Finansów w 2026 roku może wzrosnąć do 65% PKB, tym samym przekraczając konstytucyjną granicę 60%. To niepokojące prognozy, ale nie musi dojść do tragicznej sytuacji, o ile rząd podejmie skuteczne działania - ocenia w rozmowie z Grzegorzem Siemionczykiem z portalu Money.pl Zsolt Darvas, węgierski ekonomista, analityk ośrodka analityczno-doradczego Bruegel.

“Polska stopniowo przechodzi z kategorii gospodarek rozwijających się do kategorii gospodarek rozwiniętych. Dlatego dług publiczny w okolicy 100 proc. PKB na dłuższą metę nie musi być nadmierny. Skrajnie niebezpieczne byłoby jednak zwiększenie go do tego poziomu w ciągu dekady. Oznaczałoby to utrzymywanie bardzo dużego deficytu w sektorze finansów publicznych, a więc też ogromne potrzeby pożyczkowe” - tłumaczy ekonomista na łamach Money.pl.

Ratunkiem dla polskich finansów publicznych wejście do strefy euro?

Jednym z rozwiązań, które podsuwa w rozmowie z dziennikarzem Money.pl węgierski ekonomista, jest przystąpienie Polski do unii walutowej. Aby się o to starać nasz kraj musiałby spełnić kryteria konwergencyjne, takie jak: stabilność cen, finansów publicznych i stóp procentowych. Warunkiem koniecznym, aby rozpocząć proces, który zbliża kraj do wejścia do strefy euro jest także udział w mechanizmie ERM II, czyli tak zwanym przedsionku strefy euro, w którym przez co najmniej dwa lata trzeba utrzymać kurs krajowej waluty na stabilnym poziomie. Póki co Polska jest daleka od tego, aby spełnić powyższe wymagania. Nie mówiąc już o tym, że nie ma politycznej woli, aby to zrobić.

Zsolt Darvas uważa, że nasz kraj byłby w stanie ubiegać się o wejście do unii walutowej, nawet przy wzroście długu publicznego powyżej 60% PKB.

Włochy, Belgia i Grecja weszły do strefy euro z długiem przekraczającym 100% PKB. W takich przypadkach warunkiem jest to, żeby stosunek długu do PKB malał w odpowiednim tempie – co nie jest dokładnie zdefiniowane. Węgry, gdzie zadłużenie jest wyraźnie powyżej 70 proc. PKB, też będą mogły przystąpić do unii walutowej, zanim ten wskaźnik zmaleje poniżej 60% PKB” - zauważa na łamach Money.pl węgierski ekonomista.

Jak dodał w rozmowie z Grzegorzem Siemionczykiem, największym problemem dla Polski byłoby zmniejszenie deficytu poniżej 3% PKB.

Polska zostanie odcięta od unijnej kasy?

Polskę, jako członka Unii Europejskiej obowiązuje utrzymanie długu publicznego poniżej 60%. Zresztą podobny zapis znajduje się także w ustawie zasadniczej, która nie pozwala rządowi na przekroczenie tej bariery. Jeśli to się stanie może to wiązać za sobą duże konsekwencje. Jedną z nich może być ograniczenie dostępu do unijnej kasy.

“Wiele państw Unii Europejskiej tych wymogów nie spełniało, ale to nie znaczy, że można je po prostu ignorować. W jeszcze większym stopniu niż limitu długu dotyczy to ograniczenia deficytu do 3% PKB. Tę regułę fiskalną Komisja Europejska była w stanie egzekwować skuteczniej. Jedną z sankcji za długotrwałe naruszanie limitu deficytu budżetowego może być zawieszenie wypłat unijnych funduszy. Dla kraju, który otrzymuje z budżetu Unii Europejskiej bardzo duże środki, byłoby to bolesne” - zauważa na łamach portalu Money.pl Zsolt Darvas, węgierski ekonomista, analityk ośrodka analityczno-doradczego Bruegel.

Jak dodaje węgierski ekonomista sytuację Polski mogłaby poprawić reforma polityki fiskalnej, w tym wprowadzenie podatku majątkowego, co zwiększyłoby wpływy do budżetu państwa.

Zobacz również: