Zapytany o to przechodzień najpewniej odpowie „38 mln”, bo taką liczbę poznał w szkole, przeczytał w encyklopedii albo zobaczył w jednym z tysięcy artykułów. Jest ona jednak najpewniej błędna. Odpowiedź na zadane w tytule pytanie jest jednak trudniejsza niż się z pozoru wydaje a sam GUS rutynowo podaje dwie różne, niespójne ze sobą liczby. Wczoraj zaprezentował trzecią i to zainspirowało nas, by krótko je omówić. Oto one (stan na koniec 2025 r.):

  • Ludność wg definicji krajowej – 37,3 mln. To wg tej metodyki Polaków było przez lata 38 mln, jednak procesy demograficzne (przyrost naturalny jest od lat ujemny) i spisy powszechne ostatecznie podniosły tę kotwicę. To również jest „capita” w PKB per capita podawanym przez Eurostat.
  • Ludność zamieszkująca lub rezydująca – 36,5 mln. To metodyka często stosowana przez organizacje międzynarodowe, rekomendowana przez Parlament Europejski, itp.
  • Ludność przebywająca w Polsce na podstawie tzw. śladów życia – 38,8 mln na koniec 2025 r. To nowy element zestawienia.

Można też próbować łączyć te szacunki, uwzględniać inne źródła, itp., ale bynajmniej nie zmniejsza to zamieszania.

Z czego bierze się konfuzja i rozbieżności?

Definicja krajowa opiera się na pojęciu meldunku – osoba mieszkająca w Polsce musi być zameldowana na pobyt stały i może przebywać czasowo za granicą (czasowo = dowolnie długo). Oznacza to, że ta definicja wlicza do ludności Polski praktycznie całą współczesną emigrację i wyłącza dużą część imigracji. Z kolei bycie zaliczonym do grona ludności zamieszkującej generalnie wymaga przebywania w Polsce nieprzerwanie przez przynajmniej 12 miesięcy. Ta definicja jest bardziej realistyczna, jeśli chodzi o Polaków przebywających w Polsce, ale również nie radzi sobie z imigracją, bo ustalenie czasu pobytu lub intencji co do czasu pobytu jest trudne.

Polska statystyka publiczna jest zresztą, jeśli chodzi o imigrację, niezbyt precyzyjna. W praktyce istnieje wiele niepełnych i niekompletnych źródeł danych o imigrantach, jak również wiele szacunków zasobu migrantów (m.in. GUS, NBP i firm prywatnych), ale natura imigracji sprawia, że większość imigrantów przelatuje przez sito z drugiej definicji.

Niemożność ustalenia populacji Polski ma poważne konsekwencje (i część z nich wyjaśnia, dlaczego tak trudno reformować statystykę publiczną):

  • Zaburza statystyki przeliczające wielkości ekonomiczne na głowę mieszkańca (np. PKB per capita) oraz oparte o populację (siła głosu w UE).
  • Zaburza ich zmiany, zwłaszcza w krótkim okresie, co rzutuje np. na ocenę tempa konwergencji.
  • Zaburza rozkład geograficzny populacji, wpływając np. na transfery między regionami, wielkość okręgów wyborczych, ocenę zapotrzebowania na usługi publiczne, planowanie przestrzenne, itd.

GUS jest za definicję krajową krytykowany od lat przez ekspertów i nowy, eksperymentalny szacunek populacji jest próbą wyjścia naprzeciw tej krytyce.

Co zrobiono? GUS odliczył emigrantów i doliczył imigrantów, dochodząc do wniosku, że w Polsce przebywało na koniec zeszłego roku 38,8 mln osób, o 1,5 mln więcej niż podaje się w oficjalnym szacunku ludności Polski.

Z tych prawie 39 mln cudzoziemcy to 2,3 mln osób, 6% populacji (w aglomeracjach miejskich więcej). Ich rozkład geograficzny przedstawia poniższa mapa, my zaś odnotujemy, że przyrost liczby cudzoziemców w 2025 r. (215 tys.) jest wg GUS przeszło dwukrotnie większy niż obcokrajowców ubezpieczonych w ZUS.

Eurodolar w korytarzu, a złoty stabilny przy 4,29

Zmienność na eurodolarze była wczoraj podobna jak w poprzednich dniach; EURUSD co do zasady pozostał w korytarzu 1,1375-1,1425, w którym porusza się od piątku. Ciekawsze ruchy obserwowaliśmy na rynku FI, na którym amerykańska krzywa dochodowości wystromiła się.

W szczególności rentowność 2-letnich obligacji znajduje się dzisiaj w okolicach wczorajszego otwarcia, ale za to rentowności na długim końcu wzrosły o ok. 2 pb.

Stabilność na krótkim końcu krzywej interpretujemy jako sygnał, że rynek nie spodziewa się niespodzianek w Stabilność na krótkim końcu krzywej interpretujemy jako sygnał, że w świetle raportów Challengera i ADP rynek nie spodziewa się niespodzianek w dzisiejszych danych Payrolls.

Europejski rynek FI natomiast uważnie przysłuchiwał się forum bankowości centralnej w Sintrze, którego wydźwięk musiał być na tyle optymistyczny, że zatrzymał trwające od początku tygodnia wzrosty rentowności Bundów.

Koniec końców wygląda na to, że rynek jest dobrze przygotowany na nadchodzące dane, a zbiór informacyjny jest uwzględniony w wycenach – co sugeruje, że dzisiaj wyceny aktywów będą podążać trendem bocznym.

Wtorkowa niespodzianka na krajowej inflacji wybiła notowania w górę – a wczorajsza niespodzianka na europejskiej inflacji HICP sprowadziła je na powrót w dół. W efekcie po turbulencjach ostatnich dni obserwujemy dzisiaj nieznacznie powyżej 4,29.

Brak istotniejszych doniesień z krajowej gospodarki wygenerował natomiast flautę na wycenach pozostałych aktywów. Rentowność 10-letnich POLGBs pozostaje poniżej 5,30, 2-letni IRS 8 pb poniżej stawki WIBOR, a WIG20 podszedł wczoraj pod 3620 pkt., kontynuując wzrosty.