Za nami tydzień, w którym rynki dostały wiele powodów do ulgi, ale ani jednego do pełnego spokoju. Bitcoin wrócił powyżej 62 tys. dolarów i zaczął celować w poziom 65 tys., inflacja w Polsce trafiła dokładnie w cel NBP, a ropa mocno straciła premię wojenną po normalizacji Ormuzu. Problem w tym, że pod spodem nadal widać pęknięcia. Ether notuje historyczne straty inwestorów, Wall Street coraz mocniej żyje AI, Microsoft zalicza najgorszy miesiąc od czasów bańki internetowej, a GPW pokazuje brutalną selekcję między zwycięzcami i spółkami, z których kapitał ucieka bez oglądania się za siebie.

Kluczowe wydarzenia tygodnia

  • Bitcoin wrócił powyżej 62 tys. dolarów — po najgorszym miesiącu od czterech lat BTC odrobił część strat, a fundusze ETF spot zanotowały najlepszy dzień pod względem napływów od maja. Rynek zaczął grać pod ruch w stronę 65 tys. dolarów, jednakże scenariusze spadku do 55 tys. dolarów, a nawet poniżej 50 tys. dolarów, nadal nie zniknęły ze stołu.
  • Inflacja w Polsce trafiła w cel NBP – CPI w czerwcu spadła do 2,5% rok do roku, a ceny w ujęciu miesięcznym obniżyły się o 0,5%. To dobra wiadomość dla konsumentów i kredytobiorców, bo rynek praktycznie przestał bać się podwyżek stóp nad Wisłą.
  • Orlen bryluje, Dino krwawi – Akcje Orlenu rosły po przekroczeniu 95% udziałów w Enerdze, co otwiera drogę do przymusowego wykupu i uproszczenia struktury grupy. W tym samym czasie Dino spadło do najniższych poziomów od ponad czterech lat, a mPay runął o blisko 50% po decyzji KNF o cofnięciu kluczowego zezwolenia.
  • Microsoft zaliczył największy spadek od 2000 roku – kapitalizacja spółki stopniała w miesiąc o ponad 570 mld dolarów, a inwestorzy zaczęli kwestionować sens gigantycznych wydatków na AI. Jednocześnie Microsoft powołał nową spółkę od wdrożeń sztucznej inteligencji z budżetem 2,5 mld dolarów.
  • Ropa straciła wojenną premię – po otwarciu Cieśniny Ormuz i powrocie przepływów do poziomów sprzed wojny na rynek trafiło ponad 60 mln baryłek ropy. Citi zaczęło prognozować spadek ceny Brent nawet w okolice 60–65 dolarów za baryłkę do końca roku.

Bitcoin i kryptowaluty

Co się wydarzyło?

Bitcoin ma za sobą tragiczny czerwiec. W ciągu minionego miesiąca kryptowaluta straciła ok. 20% ceny, co było najgorszym wynikiem od czterech lat.

Kurs chwilowo zanurkował w okolice 58 tys. dolarów, a techniczny obraz rynku wyglądał ciężko: BTC nie odzyskał kluczowego poziomu 63 tys. dolarów, a świeca miesięczna typu Marubozu pokazała wyraźną przewagę podaży.

Z początkiem lipca przyszło jednak odbicie. Bitcoin wrócił powyżej 62 tys. dolarów, a rynek po raz pierwszy od kilku tygodni zobaczył mocniejsze sygnały dot. popytu.

Dane on-chain pokazały, że długoterminowi inwestorzy zakończyli okres dystrybucji i znów zaczęli akumulować BTC.

Co ważne, zakupy nie ograniczały się wyłącznie do największych portfeli. Aktywność rosła też wśród inwestorów posiadających od 100 do 1000 BTC.

Największą zmianą był jednak powrót kapitału do ETF-ów. Po bardzo trudnym okresie odpływów fundusze spot na bitcoina przyciągnęły jednego dnia ok. 222 mln dolarów netto.

To najlepszy wynik od maja i pierwszy konkretny sygnał, że instytucjonalny popyt nie umarł, tylko został mocno poturbowany.

Rynek stablecoinów również otrzymał własny wstrząs. Token Open USD pojawił się jako nowy punkt zapalny w sektorze, który miał być nudny, przewidywalny i płynny.

Do tego doszły napięcia regulacyjne wokół Europy i MiCA. Na giełdzie Binance dolar w parach stablecoinowych chwilowo kosztował ok. 3 zł, a polscy inwestorzy rzucili się do sprzedaży krypto przed zmianami regulacyjnymi.

To pokazało, że lokalna panika potrafi całkowicie oderwać ceny od normalnych warunków rynkowych.

Ether natomiast wyglądał znacznie słabiej niż bitcoin. Dane o historycznych stratach inwestorów ETH sugerowały, że ryzyko dalszego spadku pozostaje wysokie.

Fundacja Ethereum już wcześniej ciąła koszty, a teraz rynek dostał kolejny sygnał, że drugi największy projekt krypto nie ma komfortowej pozycji.

Jak zareagował rynek?

Reakcja inwestorów była mieszana. Bitcoin odbił, ale nie odzyskał pełnego zaufania. Powrót powyżej 62 tys. dolarów wyglądał dobrze na wykresie, ale po takim czerwcu rynek potrzebuje czegoś więcej niż kilku zielonych świec.

Tutaj koniecznie musi pojawić się potwierdzenie, że popyt instytucjonalny wrócił na dłużej.

ETF-y były tu najważniejszym barometrem. Napływ 222 mln dolarów w jeden dzień dał bykom argument, że najgorsza faza odpływów mogła się skończyć.

Jednocześnie historia z czerwca jest zbyt świeża, żeby inwestorzy od razu uwierzyli w nowy trend. Fundusze w poprzednich tygodniach traciły miliardy dolarów, więc jeden mocny dzień nie eliminuje problemu.

Technicznie rynek pozostaje pod silną presją. Pesymistyczne scenariusze zakładają ruch w stronę 55 tys. dolarów, a niektórzy analitycy wskazują nawet możliwość dna poniżej 50 tys. dolarów.

To nie musi się wydarzyć, ale sama obecność takich prognoz pokazuje, że bitcoin nadal gra bardziej o stabilizację niż o nową euforię.

Altcoiny zaś nie wyglądały jak rynek gotowy do szerokiej hossy. Kapitał wybierał selektywnie, a ETH ciążyło sentymentowi.

Po stronie plusów można zapisać tylko to, że gdy bitcoin utrzymał 62 tys. dolarów, presja na cały rynek krypto przestała narastać. To jeszcze nie siła. To raczej chwilowe zatrzymanie krwawienia.

Na co uważać w przyszłym tygodniu?

Pierwszy poziom to 63 tys. dolarów. To okolica 200-tygodniowej średniej, której odzyskanie jest potrzebne, żeby rynek mógł mówić o powrocie kontroli przez byki.

Dalej mamy cenę 65 tys. dolarów. Jeśli bitcoin przebije tę strefę przy rosnących napływach do ETF-ów, odbicie przestanie wyglądać jak techniczna korekta po spadkach.

Jeżeli kurs BTC zacznie natomiast znów spadać, to kluczowe będą okolice 58–59 tys. dolarów. Powrót poniżej tej strefy byłby bardzo złym sygnałem i ponownie otworzyłby rozmowę o 55 tys. dolarów oraz głębszym dołku.

Najważniejszy temat to jednak ETF-y i długoterminowi inwestorzy. Jeśli oba źródła popytu będą działały równocześnie, bitcoin może utrzymać odbicie.

Natomiast w sytuacji, gdy ETF-y znów zaczną tracić kapitał, cały ruch powyżej 62 tys. dolarów może szybko zostać wymazany.

GPW i polskie spółki

Co się wydarzyło?

Na GPW tydzień był zdecydowanie selektywny.

Orlen dostał mocny impuls po informacji, że zwiększył udział w Enerdze do ponad 95% kapitału. To ważna granica, ponieważ pozwala przeprowadzić przymusowy wykup pozostałych akcjonariuszy i potencjalnie zakończyć obecność Energi na warszawskiej giełdzie.

Kurs Orlenu przebił 130 zł i rósł o ponad 3%, wyróżniając się na tle większości dużych spółek.

Rynek odczytał ten ruch następująco: pełniejsza kontrola nad Energą oznacza prostszą strukturę grupy, większą swobodę inwestycyjną i łatwiejsze zarządzanie transformacją energetyczną.

Dla akcjonariuszy Orlenu to argument za tym, że koncern może lepiej kontrolować strategiczne aktywa.

Po drugiej stronie rynku znalazło się Dino. Akcje spółki spadły do okolic 27,7 zł, czyli najniżej od maja 2022 roku.

Od początku 2026 roku kurs obniżył się już o ok. 35%, a bezpośrednim impulsem do kolejnej przeceny była obniżka rekomendacji i ceny docelowej przez Barclays.

Jeszcze niedawno Dino było jedną z ulubionych historii wzrostowych na GPW, a teraz rynek coraz wyraźniej pyta, czy spółka nie straciła dawnej dynamiki.

Najbardziej gwałtowna historia tygodnia wydarzyła się jednak na mPay.

KNF cofnęła spółce zezwolenie na świadczenie usług płatniczych jako krajowa instytucja płatnicza. Decyzja jest natychmiast wykonalna, a mPay musi rozpocząć proces wygaszania działalności płatniczej.

Akcje runęły w trakcie sesji nawet o 49,8%, do najniższego poziomu od ponad sześciu lat.

Makro z Polski było za to wyraźnie lepsze. Inflacja CPI spadła w czerwcu do 2,5% rok do roku, czyli dokładnie do celu NBP.

W ujęciu miesięcznym ceny obniżyły się o 0,5%, a koszyk dóbr konsumpcyjnych taniał drugi miesiąc z rzędu. Najmocniej pomogły niższe ceny paliw, energii oraz żywności.

Jak zareagował rynek?

GPW pokazała, że inwestorzy nie kupują już szerokiego rynku w ciemno, a stawiają na konkret.

Orlen dostał premię za uproszczenie struktury i strategiczną kontrolę nad Energą. Dino otrzymało karę za słabnącą narrację wzrostową, a mPay został potraktowany jak spółka z ryzykiem egzystencjalnym.

To bardzo ważna zmiana po wcześniejszych tygodniach, gdy WIG i WIG20 żyły głównie rekordami, napływem kapitału i globalnym sentymentem.

Teraz rynek zaczyna rozróżniać, które spółki mają realny impuls, a które jadą wyłącznie na wspomnieniu dawnych wyników.

Inflacja przy celu NBP pomaga całemu lokalnemu rynkowi, ale nie rozwiązuje problemów pojedynczych spółek.

Niższa inflacja może wspierać wyceny przez mniejsze ryzyko podwyżek stóp, a w dalszej perspektywie przez powrót dyskusji o obniżkach.

Ale jeżeli spółka traci licencję, jak mPay, albo inwestorzy przestają wierzyć w dynamikę wzrostu, jak w Dino, to dobre makro nie wystarczy.

Dla banków, deweloperów i konsumentów dane inflacyjne są jednak ważnym pozytywem.

Rynek dostał sygnał, że scenariusz z podwyżkami stóp w Polsce staje się coraz mniej prawdopodobny. Dla kredytobiorców to jedna z lepszych informacji ostatnich tygodni.

Na co uważać w przyszłym tygodniu?

Pierwszy temat to RPP i komunikacja po danych o inflacji. Sama inflacja przy celu NBP to za mało. Rynek będzie patrzył, czy bank centralny zacznie bardziej otwarcie dopuszczać łagodniejszy scenariusz.

Jeżeli inwestujesz w Orlen, to warto obserwować poziomy powyżej 130 zł. Jeśli spółka utrzyma impet, inwestorzy mogą znów patrzeć w stronę tegorocznych maksimów z pierwszej połowy czerwca.

W przypadku Dino ciekawe jest, czy kurs utrzyma się poniżej progu 30 zł. To już nie jest zwykła korekta, a test zaufania do całej historii wzrostowej spółki.

Czwarty temat to mPay i reakcja na decyzję KNF. Tu ryzyko jest proste: dopóki nie będzie jasnego planu prawnego i operacyjnego, akcje pozostaną skrajnie zmienne.

Big Tech i AI

Co się wydarzyło?

AI znów było najważniejszą historią Wall Street, ale tym razem nie w prosty i jednoznacznie pozytywny sposób.

Z jednej strony analitycy podnoszą prognozy zysków spółek z S&P 500 w tempie niewidzianym od odbicia po pandemii.

Oczekiwany wzrost zysków w kolejnym roku ma sięgać 25%, a konsensus w pół roku wzrósł o niemal 20%. To pokazuje skalę optymizmu wokół AI.

Z drugiej strony Microsoft zaserwował przykład, że rynek zaczyna pytać o cenę tego optymizmu. Kapitalizacja spółki stopniała w miesiąc o ponad 570 mld dolarów, a akcje zanotowały najgorszy miesięczny wynik od końcówki 2000 roku.

Główny problem to obawy o ogromne wydatki na infrastrukturę AI oraz brak wystarczających dowodów, że inwestycje szybko przełożą się na zyski.

Co ciekawe, Microsoft nie zamierza jednak hamować. Powołano do życia nowy podmiot – Microsoft Frontier Company – stanowiący nową jednostkę od wdrażania AI u klientów, z budżetem 2,5 mld dolarów i zespołem ok. 6 tys. ekspertów.

To próba odpowiedzi na kluczowy zarzut rynku: AI ma przestać być prezentacją o przyszłości, a zacząć rozwiązywać realne problemy firm.

Anthropic również walczył o uwagę. Firma wypuściła Sonnet 5, tańszy model mający konkurować z droższym Opusem. Do tego powrócił temat Claude Fable 5, który według benchmarków nie „zgłupiał” tak, jak sugerowały wcześniejsze obawy.

Równolegle na rynku prywatności pojawił się mocny sygnał: firma konkurująca narracyjnie z ChatGPT – Venice AI – zebrała 1 mld dolarów, korzystając z rosnącego zmęczenia użytkowników wielkimi platformami AI.

Do gry coraz mocniej miesza się również polityka. Trump może mieć coraz większy wpływ na ChatGPT, a wcześniejsze sygnały z USA pokazały, że najnowsze modele AI coraz częściej są traktowane jak infrastruktura strategiczna, a nie zwykły produkt technologiczny.

To oznacza większe ryzyko regulacyjne dla całego sektora.

Jak zareagował rynek?

Rynek AI jest dziś zdecydowanie rozdarty.

Z jednej strony kapitał nadal chce wierzyć w wielką rewolucję produktywności. Z drugiej strony inwestorzy zaczynają liczyć pieniądze.

Microsoft jest tu idealnym przykładem: spółka ma pozycję, klientów, chmurę i dostęp do najlepszych modeli, ale jeśli wydaje setki miliardów dolarów, rynek chce zobaczyć twardy zwrot z inwestycji.

To zmienia ton całej hossy technologicznej. Jeszcze niedawno wystarczyło powiedzieć „AI”, żeby rynek dopisał premię do wyceny. Teraz coraz częściej trzeba pokazać marże, przychody, wdrożenia i realną monetyzację.

Jednocześnie koncentracja rynku staje się problemem. Dziesięć największych firm związanych z AI ma odpowiadać za ogromną część indeksu S&P 500.

Jeżeli oczekiwania wobec ich zysków okażą się przesadzone, korekta nie będzie lokalna, a rozleje się globalnie i pociągnie za sobą cały rynek.

Dla inwestorów to najważniejszy sygnał tygodnia: AI nadal pompuje optymizm, ale nie jest już darmowym biletem do wzrostów. Rynek zaczyna przechodzić z fazy zachwytu do fazy rozliczania.

Na co uważać w przyszłym tygodniu?

Pierwszy temat to Microsoft. Jeśli po największym miesięcznym spadku od 2000 roku spółka nie ustabilizuje notowań, presja może rozlać się na inne big techy.

Drugi temat to wyniki i prognozy spółek AI. Rynek oczekuje wzrostu zysków, ale pytanie brzmi, czy te oczekiwania nie są już zbyt agresywne.

Kolejną ważną kwestią są również regulacje i polityka wokół modeli AI. Jeżeli administracja USA będzie mocniej wpływać na dostęp do ChatGPT i innych modeli, inwestorzy zaczną wyceniać nie tylko technologię, ale też ryzyko politycznej kontroli.

Ropa, geopolityka i waluty

Co się wydarzyło?

Na rynku ropy doszło do pełnego odwrócenia narracji. Jeszcze pod koniec kwietnia ropa Brent kosztowała ponad 126 dolarów za baryłkę, a inwestorzy bali się niedoboru surowca.

Dziś cena znajduje się w okolicach 70 dolarów, a Citi prognozuje spadek do 60–65 dolarów za baryłkę do końca roku.

Powód jest tu oczywisty: Cieśnina Ormuz wróciła do normalności, a na rynek trafiło ponad 60 mln baryłek ropy, które wcześniej były uwięzione przez konflikt.

Do tego Arabia Saudyjska i ZEA wróciły do eksportu sprzed wojny, a irańska ropa znów stała się legalnie dostępna po zwolnieniu z amerykańskich sankcji.

To jednak nie znaczy, że Bliski Wschód przestał być ryzykiem. Trump twierdził, że Iran się poddał, a Teheran odpowiadał, że… jest to kłamstwo.

Na walutach najważniejszym tematem był jen. Japońska waluta spadła do najniższych poziomów od 40 lat, co znów uruchomiło obawy o możliwą interwencję władz Japonii.

To ważne także dla bitcoina, bo gwałtowne ruchy na jenie i odwracanie carry trade potrafią uderzać w globalny apetyt na ryzyko.

Fed również nie dał rynkom pełnego komfortu. Kevin Warsh studził oczekiwania inwestorów i sugerował, że Rezerwa Federalna może jeszcze mocno zaskoczyć.

Dla aktywów ryzykownych to przypomnienie, że niższa ropa i słabsza inflacja w Polsce nie oznaczają automatycznie gołębiego zwrotu w USA.

Jak zareagował rynek?

Ropa zaczęła wyceniać nie wojnę, tylko nadpodaż.

To ogromna zmiana, bo przez poprzednie tygodnie energia była jednym z głównych źródeł strachu inflacyjnego. Teraz rynek musi zadać odwrotne pytanie: czy ropy nie będzie za dużo, szczególnie jeśli Chiny ograniczają zakupy.

Dla Polski to dobra wiadomość. Tańsza ropa pomogła zbić inflację do celu NBP, a niższe ceny paliw mogą dalej poprawiać nastroje konsumentów.

Dla Orlenu sytuacja jest bardziej złożona: spadająca ropa może pomagać gospodarce, ale jednocześnie zmienia oczekiwania wobec marż i wyników spółki.

Jen jest osobnym źródłem ryzyka. Gdy waluta Japonii słabnie do ekstremalnych poziomów, rynek zaczyna bać się gwałtownej reakcji władz.

Jeśli dojdzie do interwencji lub nagłego odwrócenia carry trade, może ucierpieć wszystko, co jest finansowane tanim jenem i traktowane jako aktywo ryzykowne.

Fed trzyma z kolei rękę na hamulcu. Nawet jeśli część danych daje rynkom powód do ulgi, Warsh przypomina, że amerykańska polityka pieniężna nadal może być mniej przyjazna, niż inwestorzy chcieliby zakładać.

Na co uważać w przyszłym tygodniu?

Warto obserwować wycenę ropy Brent w okolicach 70 dolarów. Jeśli spadek będzie kontynuowany, rynek zacznie mocniej grać pod niższą inflację i presję na producentów surowca.

Kluczowe pozostają oczywiście Ormuz i Iran. Fizyczny przepływ ropy wrócił do normy, ale polityczna retoryka nadal może szybko odwrócić nastroje.

Trzeci temat to jen. Poziomy niewidziane od 40 lat zwiększają ryzyko interwencji, a to może uderzyć w globalne aktywa ryzykowne.

No i pozostaje oczywiście Fed. Jeżeli amerykańscy bankierzy centralni dalej będą studzić oczekiwania, bitcoin i akcje wzrostowe mogą mieć problem z utrzymaniem odbicia.

Wniosek tygodnia

Rynki odbiły tam, gdzie wcześniej inwestorzy odczuwali ból najbardziej, ale zaufanie do tych sektorów wciąż nie wróciło w pełni.

Bitcoin odzyskał 62 tys. dolarów, lecz nadal walczy z cieniem najgorszego miesiąca od czterech lat. GPW dostała dobrą inflację i mocnego Orlenu, ale Dino i mPay pokazały, że lokalny rynek potrafi brutalnie karać słabe historie.

Największym ryzykiem na kolejny tydzień jest powrót bitcoina poniżej 58–59 tys. dolarów, dalsza presja na Microsoft i AI oraz nagły ruch na jenie albo geopolityce.

Największą szansą pozostaje połączenie trzech rzeczy: trwałego spadku ropy, polityki Fedu i powrotu kapitału do ETF-ów na BTC.

To lato nie zapowiada się spokojnie. Na pewno za nami tydzień, w którym rynek próbuje złapać oddech, ale cały czas ogląda się przez ramię.