Z raportu giełdowego opublikowanego 1 lipca wynika, że po rozliczeniu ostatniej emisji akcji Orlen kontroluje już 95,2% kapitału zakładowego Energi, co przekłada się na potężne 96% głosów na walnym zgromadzeniu.
Finał giełdowej telenoweli, czyli bierze wszystko
Dla mniejszościowych akcjonariuszy to jasny komunikat: karty zostały rozdane.
Przekroczenie magicznej bariery 95% to jest jedynie statystyczny sukcesem, ale potężnym taranem prawnym, który uruchamia procedurę przymusowego wykupu. Orlen zyskał właśnie prawo, by legalnie „wysiedlić” z akcjonariatu resztę drobnych inwestorów i przejąć 100% władzy w gdańskiej spółce.
Droga do tego miejsca przypominała jednak maraton z przeszkodami. Wszystko zaczęło się w kwietniu 2020 roku, gdy Orlen przejął pierwsze 80% akcji.
Przez kolejne lata mniejszościowi inwestorzy nie zamierzali tanio sprzedawać skóry, regularnie torpedując plany koncernu i kwestionując wyceny gdańskiej grupy.
Ostatni akord tej batalii rozegrał się wokół kontrowersyjnej emisji akcji serii CC, przegłosowanej 2 kwietnia 2026 roku. Choć drobni gracze walczyli w sądach, próbując zablokować wartą ponad 5,1 mld PLN emisję przeznaczoną na nowe elektrownie gazowe i sieci dystrybucyjne, ich wnioski zostały oddalone. Zielone światło od sądu pozwoliło Orlenowi sfinalizować plan i zabetonować swoją pozycję.
Zobacz również:
Biznesowy pragmatyzm kontra polityczne ambicje
Mogłoby się wydawać, że zgromadzenie tylu akcji automatycznie oznacza pożegnanie Energi z Giełdą Papierów Wartościowych w Warszawie. W normalnych warunkach rynkowych wniosek do Komisji Nadzoru Finansowego o delisting byłby formalnością. Jednak w realiach spółek z udziałem Skarbu Państwa logika czysto biznesowa rzadko kiedy ma ostatnie słowo.
Obecnie na stole leżą dwa skrajnie różne scenariusze, a decyzje będą ważyć się na politycznych salonach.
Pierwszy wariant to pełny delisting. Orlen bierze Energę pod pełne skrzydła, ściąga z giełdy i optymalizuje koszty korporacyjne. Koniec publicznej sprawozdawczości, koniec użerania się z mniejszościowymi akcjonariuszami na walnych zgromadzeniach.
Drugi scenariusz, o którym coraz głośniej mówi się w kuluarach, zakłada scenariusz zgoła odmienny: zostaje na giełdzie, nawet jeśli Orlen chwilowo przejmie 100% udziałów.
Dlaczego? Taki ruch pozwoliłby w przyszłości wypuścić na rynek mniejszy pakiet akcji, aby pozyskać świeżą gotówkę od inwestorów na gigantyczne projekty transformacji energetycznej. Co więcej, taki krok idealnie wpisywałby się w szumne deklaracje rządu o konieczności ożywienia polskiego rynku kapitałowego.
Pozostawienie tak dużego, stabilnego podmiotu na GPW byłoby wyraźnym, pozytywnym sygnałem dla giełdowych graczy.
Zobacz również: Dwucyfrowy zwrot na akcjach CD Projekt. DM BOŚ porzuca CDR! Inwestorzy czekają na DLC do Wiedźmina 3
Warszawa decyduje, Gdańsk lobbuje
O tym, która opcja wygra, nie zdecyduje arkusz kalkulacyjny w Płocku, ale gabinety w Ministerstwie Aktywów Państwowych. Gra ma charakter wybitnie polityczny. Z jednej strony mamy interesy transformacji energetycznej kraju, z drugiej - lokalny patriotyzm gospodarczy.
Silny opór wobec wycofania historycznej, gdańskiej spółki z parkietu mogą stawiać pomorscy politycy Koalicji Obywatelskiej, dla których obecność Energi na giełdzie to element prestiżu regionu.
Inwestorzy reagują na te wiadomości z umiarkowanym optymizmem, gdyż akcje Energa SA rosną 2 lipca o 0,64% do poziomu 19 PLN.
Wykres. Kurs akcji Energa SA

Źródło: TradingView.
Akcje Orlen drożeją o 4,34% do 132,20 PLN.
Wykres. Kurs akcji Orlen

Źródło: TradingView.
Zobacz również: To może być przełomowy tydzień dla giełd. Inflacja, Fed i geopolityka uderzą w rynki
Źródło: Money.